Mieszkają w namiocie obok walącego się domu
Krystyna Pietrzak oraz jej 84-letni ojciec od piątku mieszkają w namiocie. Dom w którym mieszkali stwarza zagrożenie dla ich życia. W każdej chwili grozi zawaleniem. Budynek popękał na skutek niefachowo zrobionej izolacji fundamentów.
Posesja mieści się u zbiegu ulic Kurzej i Uciętej. Z powodu ryzyka katastrofy budowlanej fragment Uciętej został wyłączony z ruchu.
W piątek przed szóstą po południu pani Krystyna i jej ojciec siedzieli w ogrodzie. Za dwie godziny mieli przyjść ludzie zainteresowani wynajęciem mieszkania na poddaszu. Pani Krystyna cieszyła się na dodatkowy dochód, bo kilka miesięcy temu straciła pracę i żyli z niewielkiej emerytury ojca i zasiłku. Latami oszczędzali na remont domu. Pani Krystyna z radością spoglądała na czerwoną nowiutką blachę na dachu. Założyła centralne ogrzewanie. Doprowadziła wodę. Wewnątrz położyła nowe tynki.
- Nagle usłyszeliśmy potężny huk. Zobaczyliśmy, że dom się obsuwa - mówi "Gazecie" zrozpaczona kobieta. - Wezwaliśmy straż pożarną, a strażacy inne służby.
Cały dobytek został w domu. Strażacy pospiesznie wyciągnęli część rzeczy, głównie ubrań.
- Dekarze wzięli więcej, niż się spodziewaliśmy. A trzeba było jeszcze zrobić izolację fundamentów - mówi Pietrzak. - Obdzwoniłam budowlańców, ale nie stać mnie było na nich. Wszyscy oni tłumaczyli, że można to zrobić samemu, bo to nic trudnego. Odkopać fundamenty dookoła domu. Położyć izolację i zakopać. Dlatego wzięłam się za to.
Wokół domu wykopali z zięciem rów niemal na wysokość dorosłego człowieka, by jak najstaranniej położyć izolację.
- To był ogromny błąd. Nie można tak naraz obkopać całego budynku poniżej linii posadowienia - tłumaczy Lucyna Wolińska, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. - Ci państwo sami sobie zaszkodzili i sami muszą sobie teraz radzić. Pani Krystyna nocuje w namiocie. Jej ojciec w szopie. Toaletę mają albo u sąsiadów, albo obok w lesie. Do domu nie wolno im się zbliżać. Sąsiedzi przynoszą im ciepłe posiłki. - Każdego ruszyłaby taka tragedia - mówi jeden z sąsiadów Waldemar Dobry. - Pani Krysia to bardzo porządna, pracowita i zaradna, mimo niełatwej sytuacji, osoba. Sama nie da teraz rady.
Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie zaoferował lokal w schronisku lub ośrodku interwencji kryzysowej.
- Ale ta pani jest w kropce, bo jej tata postanowił, że nie ruszy się stamtąd - mówi Barbara Masny, kierownik MOPR rejon prawobrzeże . - To starszy pan. Odkąd przyjechał na Ziemie Odzyskane, mieszkał tu i za nic nie chce opuścić domu.
Masny stwierdziła, że jeszcze w poniedziałek zawiozą rodzinie zasiłek celowy (ok. 300 zł na osobę). Po oszacowaniu strat mogą też udzielić zasiłku zwrotnego w postaci nieoprocentowanej pożyczki.
- Dostali opiekę psychologa. Będą zasiłki. Ale nic więcej nie możemy zrobić, bo to prywatna posesja - tłumaczy kierowniczka. - Bez pomocy ludzi dobrej woli nie dadzą rady.
Posesja mieści się u zbiegu ulic Kurzej i Uciętej. Z powodu ryzyka katastrofy budowlanej fragment Uciętej został wyłączony z ruchu.
W piątek przed szóstą po południu pani Krystyna i jej ojciec siedzieli w ogrodzie. Za dwie godziny mieli przyjść ludzie zainteresowani wynajęciem mieszkania na poddaszu. Pani Krystyna cieszyła się na dodatkowy dochód, bo kilka miesięcy temu straciła pracę i żyli z niewielkiej emerytury ojca i zasiłku. Latami oszczędzali na remont domu. Pani Krystyna z radością spoglądała na czerwoną nowiutką blachę na dachu. Założyła centralne ogrzewanie. Doprowadziła wodę. Wewnątrz położyła nowe tynki.
- Nagle usłyszeliśmy potężny huk. Zobaczyliśmy, że dom się obsuwa - mówi "Gazecie" zrozpaczona kobieta. - Wezwaliśmy straż pożarną, a strażacy inne służby.
Cały dobytek został w domu. Strażacy pospiesznie wyciągnęli część rzeczy, głównie ubrań.
- Dekarze wzięli więcej, niż się spodziewaliśmy. A trzeba było jeszcze zrobić izolację fundamentów - mówi Pietrzak. - Obdzwoniłam budowlańców, ale nie stać mnie było na nich. Wszyscy oni tłumaczyli, że można to zrobić samemu, bo to nic trudnego. Odkopać fundamenty dookoła domu. Położyć izolację i zakopać. Dlatego wzięłam się za to.
Wokół domu wykopali z zięciem rów niemal na wysokość dorosłego człowieka, by jak najstaranniej położyć izolację.
- To był ogromny błąd. Nie można tak naraz obkopać całego budynku poniżej linii posadowienia - tłumaczy Lucyna Wolińska, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. - Ci państwo sami sobie zaszkodzili i sami muszą sobie teraz radzić. Pani Krystyna nocuje w namiocie. Jej ojciec w szopie. Toaletę mają albo u sąsiadów, albo obok w lesie. Do domu nie wolno im się zbliżać. Sąsiedzi przynoszą im ciepłe posiłki. - Każdego ruszyłaby taka tragedia - mówi jeden z sąsiadów Waldemar Dobry. - Pani Krysia to bardzo porządna, pracowita i zaradna, mimo niełatwej sytuacji, osoba. Sama nie da teraz rady.
Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie zaoferował lokal w schronisku lub ośrodku interwencji kryzysowej.
- Ale ta pani jest w kropce, bo jej tata postanowił, że nie ruszy się stamtąd - mówi Barbara Masny, kierownik MOPR rejon prawobrzeże . - To starszy pan. Odkąd przyjechał na Ziemie Odzyskane, mieszkał tu i za nic nie chce opuścić domu.
Masny stwierdziła, że jeszcze w poniedziałek zawiozą rodzinie zasiłek celowy (ok. 300 zł na osobę). Po oszacowaniu strat mogą też udzielić zasiłku zwrotnego w postaci nieoprocentowanej pożyczki.
- Dostali opiekę psychologa. Będą zasiłki. Ale nic więcej nie możemy zrobić, bo to prywatna posesja - tłumaczy kierowniczka. - Bez pomocy ludzi dobrej woli nie dadzą rady.









