Coraz więcej uczniów wagaruje
Wakacje dopiero idą, a szkoły już świecą pustkami. Jedni nie chodzą na lekcje, bo rodzice ich nie pilnują, inni wolą pójść w tym czasie do centrum. Inni zamiast na lekcje chodzą do pracy
- Dyrektorzy podstawówek i gimnazjów po raz pierwszy w tym roku zasygnalizowali problem wyjazdów rodziców za granicę. Ich dzieci wychowują się praktycznie same i często wagarują - mówi Anna Wesołowska z mazowieckiego kuratorium oświaty. Właśnie podsumowano tu wyniki ankiety, której celem było m.in. zbadanie przyczyn opuszczania przez uczniów lekcji.
Swoje badania zlecił też Rzecznik Praw Dziecka. Wynika z nich, że na Mazowszu co dziewiąte dziecko doświadczyło konsekwencji związanych z wyjazdem rodziców za granicę. Tych opuszczonych przez oboje rodziców jest 3-5 tysięcy. Są pod opieką krewnych, rodzeństwa, nawet sąsiadów. Często gorzej się uczą, wagarują, sprawiają problemy wychowawcze.
Beata Żeromska, dyrektorka Gimnazjum nr 132 w Ursusie, zna to z doświadczenia. - Rodzice zostawili jednego z naszych uczniów pod opieką siostry, która zupełnie nie potrafiła go kontrolować. Opuszczał lekcje i kłamał, by się usprawiedliwić, a ona ślepo we wszystko wierzyła. Skierowaliśmy ich na terapię rodzinną.
- Na Woli z problemem wyjazdu rodziców zetknął się dyrektor niemalże każdej szkoły - twierdzi Aleksandra Dunalewicz z dzielnicowego wydziału oświaty. - Zdarza się też, że uczeń sam nagle wyjeżdża. Przestaje chodzić na lekcje, szkoła szuka go wszędzie, a potem koledzy wyczytują na jego blogu, że od kilku miesięcy jest z rodzicami w Hiszpanii.
Wyjazdy rodziców to nie jedyna przyczyna wagarowania uczniów. - Dyrektorzy szkół ponadgimnazjalnych znają wiele przypadków, gdy dzieci zamiast chodzić do szkoły, pracują - mówi Anna Wesołowska.
Potwierdza to Anna Dębińska-Żytkiewicz, dyrektorka Gimnazjum nr 23 na Pradze-Południe: - Wiem, że kilkoro uczniów mojej szkoły pracuje. Jednego nawet złapaliśmy, kiedy w czasie lekcji handlował na bazarze.
Zwraca też uwagę na inny problem: rodzice coraz częściej ulegają woli dzieci, którym się nie chce chodzić do szkoły. - Usprawiedliwiają im nieobecności. Twierdzą, że wolą, by dziecko im powiedziało, iż nie chce iść do szkoły, niż żeby wagarowało na mieście. Jeden z naszych uczniów regularnie nie chodził do szkoły w piątki. Mama mu to usprawiedliwiała, tłumacząc, że zawsze pod koniec tygodnia jest już bardzo zmęczony.
Co robi szkoła, kiedy nieobecność ucznia się przedłuża? - Pierwszym krokiem jest telefon wychowawcy do domu i rozmowa z rodzicami - mówi Beata Żeromska. - Kiedy to nie skutkuje, wysyłamy do domu list polecony z informacją, a w ostateczności do domu idzie patrol szkolny z pedagogiem.
Jeżeli są podejrzenia, że rodzina jest patologiczna, szkoła kieruje do sądu wniosek o wgląd w sytuację rodzinną, a ten może ograniczyć prawa rodzicielskie, np. przyznając kuratora.
Wydział oświaty na Woli pod koniec maja zorganizował spotkanie dotyczące współpracy szkoły z sądem rodzinnym. - Dyrektorzy sugerowali, by na rodziców wagarowiczów nakładać dozwolone prawem oświatowym kary pieniężne - mówi Aleksandra Dunalewicz. - Teoretycznie to możliwe, ale w Warszawie raczej nie stosowane.
- Dyrektorzy podstawówek i gimnazjów po raz pierwszy w tym roku zasygnalizowali problem wyjazdów rodziców za granicę. Ich dzieci wychowują się praktycznie same i często wagarują - mówi Anna Wesołowska z mazowieckiego kuratorium oświaty. Właśnie podsumowano tu wyniki ankiety, której celem było m.in. zbadanie przyczyn opuszczania przez uczniów lekcji.
Swoje badania zlecił też Rzecznik Praw Dziecka. Wynika z nich, że na Mazowszu co dziewiąte dziecko doświadczyło konsekwencji związanych z wyjazdem rodziców za granicę. Tych opuszczonych przez oboje rodziców jest 3-5 tysięcy. Są pod opieką krewnych, rodzeństwa, nawet sąsiadów. Często gorzej się uczą, wagarują, sprawiają problemy wychowawcze.
Beata Żeromska, dyrektorka Gimnazjum nr 132 w Ursusie, zna to z doświadczenia. - Rodzice zostawili jednego z naszych uczniów pod opieką siostry, która zupełnie nie potrafiła go kontrolować. Opuszczał lekcje i kłamał, by się usprawiedliwić, a ona ślepo we wszystko wierzyła. Skierowaliśmy ich na terapię rodzinną.
- Na Woli z problemem wyjazdu rodziców zetknął się dyrektor niemalże każdej szkoły - twierdzi Aleksandra Dunalewicz z dzielnicowego wydziału oświaty. - Zdarza się też, że uczeń sam nagle wyjeżdża. Przestaje chodzić na lekcje, szkoła szuka go wszędzie, a potem koledzy wyczytują na jego blogu, że od kilku miesięcy jest z rodzicami w Hiszpanii.
Wyjazdy rodziców to nie jedyna przyczyna wagarowania uczniów. - Dyrektorzy szkół ponadgimnazjalnych znają wiele przypadków, gdy dzieci zamiast chodzić do szkoły, pracują - mówi Anna Wesołowska.
Potwierdza to Anna Dębińska-Żytkiewicz, dyrektorka Gimnazjum nr 23 na Pradze-Południe: - Wiem, że kilkoro uczniów mojej szkoły pracuje. Jednego nawet złapaliśmy, kiedy w czasie lekcji handlował na bazarze.
Zwraca też uwagę na inny problem: rodzice coraz częściej ulegają woli dzieci, którym się nie chce chodzić do szkoły. - Usprawiedliwiają im nieobecności. Twierdzą, że wolą, by dziecko im powiedziało, iż nie chce iść do szkoły, niż żeby wagarowało na mieście. Jeden z naszych uczniów regularnie nie chodził do szkoły w piątki. Mama mu to usprawiedliwiała, tłumacząc, że zawsze pod koniec tygodnia jest już bardzo zmęczony.
Co robi szkoła, kiedy nieobecność ucznia się przedłuża? - Pierwszym krokiem jest telefon wychowawcy do domu i rozmowa z rodzicami - mówi Beata Żeromska. - Kiedy to nie skutkuje, wysyłamy do domu list polecony z informacją, a w ostateczności do domu idzie patrol szkolny z pedagogiem.
Jeżeli są podejrzenia, że rodzina jest patologiczna, szkoła kieruje do sądu wniosek o wgląd w sytuację rodzinną, a ten może ograniczyć prawa rodzicielskie, np. przyznając kuratora.
Wydział oświaty na Woli pod koniec maja zorganizował spotkanie dotyczące współpracy szkoły z sądem rodzinnym. - Dyrektorzy sugerowali, by na rodziców wagarowiczów nakładać dozwolone prawem oświatowym kary pieniężne - mówi Aleksandra Dunalewicz. - Teoretycznie to możliwe, ale w Warszawie raczej nie stosowane.









