W godzinach szczytu stop tirom
Od 1 czerwca w godzinach szczytu ciężarówki nie będą mogły wjeżdżać do centrum Wrocławia. Właściciele sklepów, hurtowni i zakładów przemysłowych obawiają się, że nowy przepis doprowadzi ich do bankructwa
Strefa, do której nie będą mogły wjeżdżać pojazdy o masie powyżej dziewięciu ton (tyle waży średniej wielkości ciężarówka), przypomina odwróconą dziurkę od klucza. Od zachodu ogranicza go droga na Poznań, od wschodu trasa na Warszawę, natomiast od południa obwodnica śródmiejska. W strefie tej znajduje się około 20 firm, które nie mogą funkcjonować bez towarów dostarczanych przez ciężarówki. Wiele z nich cały dzień prowadzi załadunek i rozładunek towarów. Teraz do firm takich jak Hutmen, Fadroma czy Polar tiry będą mogły dojechać tylko między godz. 9 i 12 oraz wieczorem od godz. 19 do 22.
Program "Wrocław chroni drogi" ma ruszyć od 1 czerwca. Tablice z tym napisem umieszczono już przy głównym wlotach do miasta. Kolejnym etapem ma być montaż urządzeń, które będą ważyć wszystkie wjeżdżające do Wrocławia pojazdy. Wagi wbudowano już w jezdnie ul. Karkonoskiej i Sobieskiego. Kolejne będą umieszczane przy wlotach od strony Poznania, Leśnicy i Śląska. Zbyt ciężkie pojazdy będą wyłapywać w centrum także łączone patrole policji, straży miejskiej, Inspekcji Drogowej oraz Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta. Takie tiry będą kierowane do ważenia przy wzgórzu Andersa lub koło Glinianek na ul. Lotniczej.
Wprowadzenie zakazu to konieczność, bo zbyt dużo kosztuje ciągłe remontowanie dróg. Od 2000 roku miasto wydało na ten cel 3,5 mld zł. - Przejazd jednej ciężarówki wywołuje takie samo zniszczenie nawierzchni co przejazd 26 tys. samochodów osobowych - mówi inżynier miasta Wojciech Kaczkowski. Zmniejszenie korków w mieście to kolejny plus tego przedsięwzięcia. - Nim tir ruszy spod świateł, przez skrzyżowanie mogłoby przejechać pięć do siedmiu samochodów osobowych. Mieszkańcy będą mieli też ciszej i nie będą narzekać na powodowane przez ciężarówki drgania. Poza tym wzrośnie bezpieczeństwo na drogach - zapewnia inżynier Kaczkowski.
Przez Wrocław w ciągu doby przejeżdża około 24 tys. tirów, w tym tranzyt stanowi tylko 20 proc. z tych aut. Reszta to ciężarówki rozwożące towar po mieście. - Do naszej firmy codziennie przyjeżdża kilka wielkich transportów, nawet 30-tonowych - mówi Mieczysław Wicherski z Hutmenu. - Jak wszystkie te ciężarówki zjadą jednocześnie między godz. 9 a 12, to nie wiem, jak je rozładujemy. Lepszym rozwiązaniem problemu byłaby budowa obwodnic. Nie wierzę, żeby udało się wyegzekwować od kierowców przestrzeganie tego przepisu. To walka z wiatrakami.
Pracownicy sklepu Saturn, przy centrum handlowym Magnolia, również nie kryją swojego niezadowolenia . - Wprowadzenie zakazu dla tirów to dla nas ogromny kłopot - denerwuje się kierowniczka administracyjna sklepu. - Żeby naraz rozładować trzy duże tiry, będę musiała zatrudnić dodatkowych pracowników. Ale i tak nie wyobrażam sobie, co się będzie działo, bo mamy tylko jedną rampę rozładunkową. Nie zdążymy, by przed godz. 12 odjechały, a Magnolia nie zgodzi się, żeby do godz. 19 zastawiały parking dla klientów. Poza tym firma przewozowa nie zgodzi się na takie bezczynne czekanie. Najgorsze, że nikt z miasta nie poinformował nas o planowanych zmianach.
Spadku obrotów obawia się także hurtownia Toya . - Ten zakaz sparaliżuje działalność naszej firmy - mówi jeden z pracowników. - Ciężarówki z kontenerami przyjeżdżają do nas już od godz. 6 rano z całej Europy. Teraz wszystkie będą czekać na rogatkach, a my będziemy mieli przestoje. Poza tym nie mamy tak dużego placu przed firmą, żeby cały dzień potem u nas stały.
Komunikacja jest ogromnym problemem Wrocławia. Miasto próbuje ten problem rozwiązać, ale czy wybrane rozwiązanie jest trafne? Chronienie dróg raczej nie rozwiąże problemów, zwłaszcza że pomysł z wyznaczeniem specjalnych stref czasowych dla ciężarówek wcale dróg nie oszczędzi. One i tak przecież wjadą do miasta, tylko w określonych godzinach. Solidnym rozwiązaniem byłaby budowa porządnych dróg, odpornych na ciężkie samochody. Jednak wcielić te słowa w czyn to marzenie.
Jeśli rzeczywiście w godzinach szczytu ruch w mieście stanie się płynny, to rozwiązanie ma sens. Jeśli nie, a tiry dodatkowo zakorkują miasto poza szczytem, to Wrocław będzie "ugotowany" na dobre.
Strefa, do której nie będą mogły wjeżdżać pojazdy o masie powyżej dziewięciu ton (tyle waży średniej wielkości ciężarówka), przypomina odwróconą dziurkę od klucza. Od zachodu ogranicza go droga na Poznań, od wschodu trasa na Warszawę, natomiast od południa obwodnica śródmiejska. W strefie tej znajduje się około 20 firm, które nie mogą funkcjonować bez towarów dostarczanych przez ciężarówki. Wiele z nich cały dzień prowadzi załadunek i rozładunek towarów. Teraz do firm takich jak Hutmen, Fadroma czy Polar tiry będą mogły dojechać tylko między godz. 9 i 12 oraz wieczorem od godz. 19 do 22.
Program "Wrocław chroni drogi" ma ruszyć od 1 czerwca. Tablice z tym napisem umieszczono już przy głównym wlotach do miasta. Kolejnym etapem ma być montaż urządzeń, które będą ważyć wszystkie wjeżdżające do Wrocławia pojazdy. Wagi wbudowano już w jezdnie ul. Karkonoskiej i Sobieskiego. Kolejne będą umieszczane przy wlotach od strony Poznania, Leśnicy i Śląska. Zbyt ciężkie pojazdy będą wyłapywać w centrum także łączone patrole policji, straży miejskiej, Inspekcji Drogowej oraz Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta. Takie tiry będą kierowane do ważenia przy wzgórzu Andersa lub koło Glinianek na ul. Lotniczej.
Wprowadzenie zakazu to konieczność, bo zbyt dużo kosztuje ciągłe remontowanie dróg. Od 2000 roku miasto wydało na ten cel 3,5 mld zł. - Przejazd jednej ciężarówki wywołuje takie samo zniszczenie nawierzchni co przejazd 26 tys. samochodów osobowych - mówi inżynier miasta Wojciech Kaczkowski. Zmniejszenie korków w mieście to kolejny plus tego przedsięwzięcia. - Nim tir ruszy spod świateł, przez skrzyżowanie mogłoby przejechać pięć do siedmiu samochodów osobowych. Mieszkańcy będą mieli też ciszej i nie będą narzekać na powodowane przez ciężarówki drgania. Poza tym wzrośnie bezpieczeństwo na drogach - zapewnia inżynier Kaczkowski.
Przez Wrocław w ciągu doby przejeżdża około 24 tys. tirów, w tym tranzyt stanowi tylko 20 proc. z tych aut. Reszta to ciężarówki rozwożące towar po mieście. - Do naszej firmy codziennie przyjeżdża kilka wielkich transportów, nawet 30-tonowych - mówi Mieczysław Wicherski z Hutmenu. - Jak wszystkie te ciężarówki zjadą jednocześnie między godz. 9 a 12, to nie wiem, jak je rozładujemy. Lepszym rozwiązaniem problemu byłaby budowa obwodnic. Nie wierzę, żeby udało się wyegzekwować od kierowców przestrzeganie tego przepisu. To walka z wiatrakami.
Pracownicy sklepu Saturn, przy centrum handlowym Magnolia, również nie kryją swojego niezadowolenia . - Wprowadzenie zakazu dla tirów to dla nas ogromny kłopot - denerwuje się kierowniczka administracyjna sklepu. - Żeby naraz rozładować trzy duże tiry, będę musiała zatrudnić dodatkowych pracowników. Ale i tak nie wyobrażam sobie, co się będzie działo, bo mamy tylko jedną rampę rozładunkową. Nie zdążymy, by przed godz. 12 odjechały, a Magnolia nie zgodzi się, żeby do godz. 19 zastawiały parking dla klientów. Poza tym firma przewozowa nie zgodzi się na takie bezczynne czekanie. Najgorsze, że nikt z miasta nie poinformował nas o planowanych zmianach.
Spadku obrotów obawia się także hurtownia Toya . - Ten zakaz sparaliżuje działalność naszej firmy - mówi jeden z pracowników. - Ciężarówki z kontenerami przyjeżdżają do nas już od godz. 6 rano z całej Europy. Teraz wszystkie będą czekać na rogatkach, a my będziemy mieli przestoje. Poza tym nie mamy tak dużego placu przed firmą, żeby cały dzień potem u nas stały.
Komunikacja jest ogromnym problemem Wrocławia. Miasto próbuje ten problem rozwiązać, ale czy wybrane rozwiązanie jest trafne? Chronienie dróg raczej nie rozwiąże problemów, zwłaszcza że pomysł z wyznaczeniem specjalnych stref czasowych dla ciężarówek wcale dróg nie oszczędzi. One i tak przecież wjadą do miasta, tylko w określonych godzinach. Solidnym rozwiązaniem byłaby budowa porządnych dróg, odpornych na ciężkie samochody. Jednak wcielić te słowa w czyn to marzenie.
Jeśli rzeczywiście w godzinach szczytu ruch w mieście stanie się płynny, to rozwiązanie ma sens. Jeśli nie, a tiry dodatkowo zakorkują miasto poza szczytem, to Wrocław będzie "ugotowany" na dobre.









